Zakład św. Aleksego w Opolu (XiX–XX w.) Autor: McAron°, Aktualizacja: 2009-07-15 19:20:54 |
| Dorota Schreiber-Kurpiers
|
Szpital św. Aleksego na stałe wrósł w panoramę Opola, od ponad pięciu wieków dając świadectwo hojności fundatora i dobrodziejów. Od 1421 r. placówka związana jest z tym samym miejscem, a jej zabudowania od kilkuset lat przeglądają się w nurtach kanału odrzańskiego – Młynówki. Tamtejszą parcelę zakupiono za środki ufundowane przez będącego u schyłku życia księcia i biskupa Jana Kropidłę (1362–1421). Życzeniem biskupa było, aby z pomocą jego pieniędzy wybudowano szpital wraz z kaplicą. Za patrona obrano św. Aleksego – opiekuna ubogich, włóczęgów, pielgrzymów, wędrowców oraz orędownika w czasie klęsk żywiołowych i epidemii. Do dnia dzisiejszego jednak w opinii publicznej Opolan, tak samo jak w przeszłości, niezależnie od formułowanych naukowych teorii dotyczących przeszłości szpitalnictwa w Opolu, z genezą tego zakładu kojarzona jest, o kilkanaście lat wcześniejsza, fundacja Kunze Kromera. Za rokiem 1421 – jako
rokiem założenia Szpitala św. Aleksego – definitywnie opowiedział się opolski historyk Emanuel Talar, uznając tym samym wcześniejsze teorie dotyczące początków fundacji, zarówno autorstwa Franza Idzikowskiego, jak i Emila Schramka, za mało prawdopodobne. Szesnastostronicowa praca Talara jest, jak do tej pory, pierwszą i jedyną próbą dokładniejszego przyjrzenia się dziejom Szpitala św. Aleksego, od czasów najstarszych. W przeszłości interesowano się także działalnością tamtejszego konwentu sióstr franciszkanek, bowiem od 1906 r., nieprzerwanie, do dnia dzisiejszego, w zakładzie pracują siostry ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Szpitalnych z Münster. Należy przyznać, że do podejmowania szczegółowych badań nad przeszłością szpitala nie zachęca materiał źródłowy. Rozproszony i w zawierusze dziejów w znacznym stopniu przetrzebiony. W czasie funkcjonowania instytucji kilkakrotnie zmieniał się jej status. W jakiej mierze zmiany te wypływały z ewolucji zachodzących w państwie? Nasuwa się pytanie, czy mocno przetrzebiony materiał źródłowy mógłby nam dostarczyć odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że instytucja ta przetrwała wszelkie zmiany, tak polityczne, jak i gospodarcze. W naszych rozważaniach skupimy się na ostatnich dwu wiekach działalności.
1. Zakład św. Aleksego do wybuchu drugiej wojny światowej
a. Rozbudowa zakładu
Piętnastowieczny Szpital św. Aleksego postawiono na parceli, na której poprzednio znajdowały się zabudowania wykupione od czterech właścicieli. Przy okazji tej budowy umocniono nadbrzeże, aby zabezpieczyć dom przed osuwaniem się do rzeki. Zabudowania te nie przetrwały do obecnych czasów. W ciągu wieków zakład kilkakrotnie padał ofiarą pożarów. Najgroźniejsza była pożoga w 1615 r., kiedy to ogień strawił część miasta. Doszczętnie wypalone budynki zakładu magistrat odbudował jedynie prowizorycznie. W połowie XVIII w. zabudowania wymagały niezwłocznych nakładów, ale już w latach osiemdziesiątych XVIII w., jak zauważył Zimmermann, były nie tylko masywne, lecz także pokryte dachówką. Widocznie w tym czasie przeprowadzono remont. Na zabudowania zakładu składały się z dwa główne budynki oraz przybudówki. Kubatura była na tyle duża, że niektóre pomieszczenia wynajmowano. Z oczywistych względów, na lokatorów preferowano osoby spokojne i nie sprawiające kłopotów. W latach 1857–1861 mieściła się tam wyższa szkoła dla dziewcząt prowadzona przez siostry szkolne de Notre-Dame. Nie przypadkowo zgromadzenie wybrało taką lokalizację dla swojej pierwszej opolskiej placówki. Do miasta sprowadził siostry ks. Hermann Gleich (1815–1900), będący wówczas członkiem kuratorium u św. Aleksego. Znaczny wzrost liczby uczennic, jaki miał miejsce po otwarciu przez siostry szkoły elementarnej, a także zły stan techniczny budynku sprawiły, że zgromadzenie w 1861 r. opuściło zakład leżący nad brzegiem kanału odrzańskiego i przeniosło się w pobliże byłego klasztoru Dominikanów. Stan techniczny zabudowań był tak zły, że konieczna okazała się ich rozbiórka. Przy okazji, w latach 1865–1866, całkowicie przebudowano zakład. Wzniesiono wówczas, na dawnych murach miejskich, dzisiejszy budynek główny, stylizując go na późny klasycyzm. Dwukrotnie przebudowywano jego południową stronę. Po raz pierwszy pod koniec lat osiemdziesiątych XIX w., podczas wyburzania bramy miejskiej, a później, tuż przed wybuchem I wojny światowej, budynek jeszcze
nieco przedłużono. Jest to jednopiętrowy i jednotraktowy gmach, z elewacją zachodnią wychodzącą na kanał. Stanowi efektowne zakończenie tzw. opolskiej Wenecji. Nie był to koniec prac remontowo-modernizacyjnych. Po I wojnie światowej, pomimo trudności gospodarczych, podwyższono przylegającą do kaplicy św. Aleksego i pochodzącą jeszcze sprzed XIX w., przybudówkę o jedno piętro. Przeprowadzono także remont kapitalny budynku głównego i całości dachów. Koszty tej ostatniej rozbudowy częściowo pokryły środki publiczne. Mniej więcej w tym samym czasie w zakładzie uruchomiono nowoczesną, zelektryfikowaną pralnię. Jeszcze przed końcem 1944 r., z posiadanych przez zakład oszczędności, udało się w Czarnowąsach wybudować schronisko. Wolą fundatora, jak już wspomniano, było, aby przy szpitalu urządzono miejsce, gdzie przebywający w zakładzie mogli by się modlić. Kaplica świętego Aleksego postawiona po 1421 r., w stylu gotyckim, pod koniec XVII w. częściowo przebudowana.
b. Zarządzający zakładem
Zgodnie z wola biskupa Jana, kontrolę nad zakładem miał spełniać członek magistratu oraz cieszący się powszechnym poważaniem mieszczanin opolski. Ponadto dwu kapłanów zapewnić miało codzienne odprawianie mszy świętej. Z czasem fundacja znalazła się pod zarządem kolegiaty i dopiero w 1810 r., po sekularyzacji, powróciła pod skrzydła władz świeckich. Nie oznacza to, że w jej składzie nie było opolskich księży. W pierwszej połowie XIX w. byli to radcy duchowni i szkolni. Franciszek Paul (1768–1818) od 1814 do 1818 r., po jego śmierci Józef Seidel (1767–1823), a w latach 1823–1833 Jan Anastazy Sedlag (1787–1859).
Od 1840 do 1875 r. w kuratorium zasiadali między innymi: Karol Alojzy Gaert (1789–1855), Hermann Gleich (1815–1900) i, bardziej znany jako działacz centrowy niż ze swojego zaangażowania społecznego, Wilhelm Porsch (1820–1895). Kulturkampf ponownie usunął duchownych z tego grona. I choć później ofiarowano
im głos doradczy, to nawiązując do tradycji, ks. Karol Abramski (1866–1917) nie wyraził zgody na włączenie go na takich zasadach do zarządu zakładu. Dopiero w 1919 r. duchowny zajął tam miejsce jako pełnoprawny członek. Nic więc dziwnego, że przy tych zmianach nie bardzo pamiętano, czy jest to fundacja kościelna,
czy też miejska. Zakład nie posiadał, jak donosił Kaegler, potwierdzonych dokumentem praw korporacyjnych.
Do początku XX w. za utrzymanie porządku w domu odpowiedzialny był dozorca. Miał on nie tylko czuwać nad „ekonomią” instytucji, ale także i nad rzetelnym wypełnianiem obowiązków religijnych przez podopiecznych zakładu. Stąd też warunek, aby był to „renomowany” mieszczanin wyznania katolickiego. Dozorca wyłaniany był na zasadzie otwartego, rozstrzyganego przez magistrat konkursu. W zamian za pracę mógł on liczyć na bezpłatne mieszkanie. Jak wynika z akt, pracownikom nie odmawiano jednak zapomóg. Choć teoretycznie istniała możliwość pełnienia powierzonej funkcji dożywotnio, to w XIX w. przynajmniej jeden z dozorców, nie mogąc już wypełniać swoich obowiązków z uwagi na podeszły wiek, zwrócił się do kuratorium zakładu z prośbą o objęcie go stałą opieką materialną. W okresie od początku lat czterdziestych dziewiętnastego stulecia do przełomu XIX i XX w. funkcję zarządcy pełniło co najmniej 5 osób. Jednak pod koniec wieku, mimo nawet wykazywanego osobistego zaangażowania i rzetelności, dozorca nie był już w stanie w profesjonalny sposób prowadzić placówki, spełniając przy tym wymogi, jakie stawiano przed współczesną pomocą społeczną. Prawdopodobnie po śmierci Theodora Adamczyka (1830–1904), zarządcy zakładu św. Aleksego, przez lata kierującego pomocą społeczną miasta Opola, radca miejski i członek kuratorium Hattwich (zm. w 1911 r.) rozpoczął starania, aby do pracy w zakładzie sprowadzić pielęgniarki ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Szpitalnych. Franciszkanki szpitalne, od 1849 r. pracujące na terenie Opola, były wysoko cenione przez lokalną społeczność. Trzy pierwsze siostry do zakładu nad Odrą przybyły 6 VII 1906 r. Nie było to równoznaczne z założeniem w mieście nowej filii wspólnoty. Przez kilka następnych lat franciszkanki ze św. Aleksego podlegały przełożonej ze Szpitala św. Wojciecha. Dopiero po rozbudowie instytucji władze zgromadzenia zadecydowały o przysłaniu do zakładu jeszcze jednej siostry, co umożliwiło utworzenie nowego konwentu. Liczba sióstr w następnych dziesięcioleciach nie uległa wahaniom. W 1944 r. w zakładzie pracowały trzy franciszkanki, siostry: Bonifacja, Ilga i Kwinta, oraz cztery pracownice świeckie. W tym czasie u św. Aleksego przebywało niemal pięćdziesięcioro ludzi w bardzo podeszłym wieku. Części z nich całkowicie zdana była na pomoc personelu.
c. Pensjonariusze
Średniowieczny szpital znacznie różnił się swoimi funkcjami od współczesnego szpitala. Było to miejsce, w którym otaczano opieką nie tylko ubogich oraz chorych, lecz także pielgrzymów i podróżnych. Także w opolskim szpitalu „ubodzy i niedomagający mieli zostać: odziani, wyżywieni i otoczeni opieką”. W przeszłości, przez pewien okres zakład pełnił również funkcję lecznicy miejskiej. Przykładowo do połączenia Szpitala św. Aleksego z opolskim Szpitalem Miejskim doszło najprawdopodobnie pod koniec XVII w. lub w pierwszej połowie XVIII stulecia. U progu wieku XIX obie te instytucje ponownie działały oddzielnie. Wiadomo o tym, gdyż na przełomie XVIII i XIX w. opolski lekarz Johann Karl Stock proponował ich połączenie. Odbyłoby się to niewątpliwie z korzyścią dla ludzi, którzy przybywali do miasta: „Nie ma w Opolu niestety, nawet najskromniejszego miejsca, gdzie można by położyć opuszczonego, biednego chorego”. Stock uważał, że skoro część Szpitala św. Aleksego jest wynajmowana, to równie dobrze dwa pomieszczenia można by, za drobną opłatą, wynająć podupadłym na zdrowiu ubogim. Sam ofiarował się nieodpłatnie zajmować się tamtejszymi chorymi. Na przestrzeni wieków liczba stałych pensjonariuszy ulegała pewnym zmianom. Początkowo w szpitalu miało mieszkać 12 osób. Na początku dziewiętnastego stulecia liczba ta była jednak tylko nieco wyższa: na początku drugiego dziesięciolecia XIX w. w zakładzie znajdowało się 19 osób. W połowie lat sześćdziesiątych owego stulecia – 24 osoby. Tendencja wzrostowa utrzymała się przez
następne dziesięciolecia. U schyłku drugiego dziesięciolecia XX w. u św. Aleksego było już niemal czterdziestu pensjonariuszy. Do wybuchy II wojny ich liczba nieznacznie jeszcze wzrosła, a pod koniec 1944 r. w zakładzie przebywało niemal pięćdziesięcioro ludzi w bardzo podeszłym wieku. Kilkakrotnie w omawianym okresie – podczas kampanii napoleońskiej oraz w czasie pierwszej wojny światowej – zakład służył jako lazaret. Nie wiadomo, co się działo z podopiecznymi zakładu na początku XIX w., czy kiedy przebywało tam wojsko, starcy musieli opuścić szpital. Natomiast w czasie I wojny światowej także przez ponad rok – bowiem pierwszych żołnierzy przywieziono 16 IX 1914 r., a ostatnich wywieziono 31 XII 1915 r. – funkcjonowania lazaretu pensjonariusze pozostali w zakładzie. Choć opiekowano się ponad trzystoma rannymi, to
najczęściej przebywali oni w lazarecie tylko przez krótki okres. Na potrzeby wojska przeznaczono zresztą tylko parter zakładu. Prawdopodobnie również kaplicę. W tym samym okresie do zakładu przyjęto jedynie dwu podopiecznych. Zgodnie z utartą tradycją fundacja miała zajmować się wyłącznie pomocą opolskim
mieszczanom, którzy w niezawinionych przez siebie okolicznościach popadli w ubóstwo – stąd też i powszechnie stosowana nazwa: Bürgerhospital. Niewiele wiadomo o pensjonariuszach zakładu. Friedrich Albert Zimmerman z niejakim zdziwieniem odnotował, że większość z nich dożywała bardzo podeszłepieniędzy, sami natomiast musieli się troszczyć o wyżywienie. Pod koniec drugiego dziesięciolecia XIX w. wypłacana kwota została podwojona. Niektórzy z pensjonariuszy chyba nie byli tak biedni, jak się to mogło wydawać, skoro podczas wspominanych już powyżej wyburzeń, które przeprowadzono w połowie XIX w., w kilku miejscach znaleziono ukryte monety o wartości pokaźnej. Nie można oczywiście wykluczyć, że schowały je osoby wynajmujące w szpitalu pomieszczenia. W zamian za opiekę mieszkańcy szpitala zobowiązani byli do codziennego odmawiania różańca za dusze dobrodziejów oraz do uczestnictwa w mszy odprawianej w kaplicy w święto patrona zakładu. W sprawozdaniu z początku lat siedemdziesiątych
XIX w. nie ma już wzmianki o tych powinnościach, choć jeszcze na początku lat sześćdziesiątych XIX stulecia wspomina o nich Kaegler. Obowiązek zmienił się w zwyczaj i kultywowany jest do czasów obecnych. W czasach, kiedy nie było ubezpieczenia rentowego i emerytalnego, dla wielu, zwłaszcza tych, którzy nie byli już w stanie pracować, starość oznaczała ubóstwo. Także po wprowadzeniu reform socjalnych Bismarcka miejsce w zakładzie często stawało się szansą na godne przeżycie jesieni życia: „[...] Wy pomagacie nieszczęśliwym
ludziom i zobowiązujecie ich do wielkiej wdzięczności [...]” – napisał do Kuratorium syn wdzięczny za umieszczenie w ośrodku swojego starego ojca. Wśród osób, które w latach 1913–1921 zgłosiły się do zakładu i których dane osobowe zachowały się do dnia dzisiejszego, przeważały osoby mało majętne – niezamożne wdowy oraz rzemieślnicy. Był wśród nich tylko jeden posiadacz młyna, także tylko w jednym przypadku odnotowano, że osoba wprowadzająca się do zakładu zabrała z sobą meble. Pochodzili oni nie tylko z Opola, lecz także z okolicznych miejscowości. Co poniektórzy, oferując pewne sumy, starali się uzyskać dla siebie pewne przywileje, jak chociażby osobny pokój. Na to jednak, ze względu na dużą liczbę chętnych do zamieszkania w zakładzie, kuratorium nie wyrażało zgody, grzecznie, acz stanowczo odpowiadając, że staranność i obowiązkowość personelu niweluje wszelkie mogące wystąpić niedogodności. To właśnie kuratorium decydowało o przyjęciu do zakładu, rozpatrując prośby kierowane przez samych zainteresowanych lub ich najbliższych, którzy nie byli w stanie lub nie chcieli podjąć się opieki nad starszą, schorowaną osobą.
Ze względu na dużą liczbę szukujących schronienia w hospicjum ich treść musiała mieć jakiś wpływ na kolejność przyjęć. Podania, nierzadko szczegółowo przedstawiające niedolę samotnych starców i staruszek, kierowano do magistratu lub bezpośrednio do kuratorium. Nie należało do wyjątków, że podania podpisywane
były dodatkowo przez proboszczy parafii katolickich.
d. Źródła utrzymania
Dokładny wgląd w sytuację finansową zakładu u progu XIX w. oferuje protokół przekazania ksiąg rachunkowych zakładu podczas zmiany dyrektora zarządu, sporządzony 21 VI 1809 r. Majątek szpitala szacowano wówczas na ok. 6742 talary. Można dodać, że pod koniec XVIII w. kapitał wyceniano, wyjąwszy z tego wartość działek, na 4300 talarów. Fundacja zyskała także na sekularyzacji, gdyż przypadła jej wówczas znaczna suma. W połowie lat sześćdziesiątych XIX w. aktywa szacowanona 22 000 talarów. Ich wartość stale zresztą wzrastała – na początku lat siedemdziesiątych kapitał wynosił, w przeliczeniu, około 25 000 talarów W roku sprawozdawczym 1806–1807 wydatki przekroczyły wartość 800 tal., z tego na opiekę nad mieszkańcami szpitala wydano ok. 350 rth., a na odzież 42 tal. W rozchodach, oprócz stałych zobowiązań względem fiskusa i kosztów obsługi kapitału, znajdziemy wydatki na utrzymanie domu, płacę dla zarządcy, koszty opału i oświetlenia, medykamenty, wpłaty do kasy pogrzebowej oraz tzw. stypendia. Warto bowiem wspomnieć, że pomagano także ubogim, nie będącym stałymi pensjonariuszami zakładu. Na początku XIX stulecia ponad tysiąc talarów umieszczonych było w obligacjach piekarniczych oraz listach zastawnych.80 Roczne wpływy zakładu osiągały wówczas wartość ponad 1,5 tys. talarów. W przychodach najważniejszą pozycją
były dochody z wynajmu i dzierżaw nieruchomości. W połowie lat siedemdziesiątych XIX stulecia kapitał wynosił ponad 77 000 marek, a wpływy z niego ponad 3500 marek. Zakład posiadał 180 mórg, z których miał ponad 4000 marek rocznie. Dla porównania, w tym samym czasie kapitał opolskiego Szpitala św. Wojciecha
wynosił niecałe 43 000 marek.82 Znaczącą pozycję stanowiły darowizny. Od 1826 do 1856 r. sześciu dobroczyńców wpłaciło 950 tal. Prawo pruskie przewidywało także i inną metodę finansowania działalności
otwartych placówek dobroczynnych.84 Zgodnie z literą prawa, mogły one korzystać z dóbr pozostawionych przez zmarłych podopiecznych.85 W latach 1913–1922 co najmniej trzydziestu siedmiu przyszłych pensjonariuszy, zanim jeszcze zamieszkało w domu starców, podpisało umowę poświadczającą znajomość przepisów oraz wiedzę o warunkach, w jakich krewni i powinowaci mogą stracić prawa do spadku.
Był to ewentualny rodzaj zabezpieczenia finansowego, gdyż pensjonariusze zakładu nie byli zmuszani do uiszczania stałych opłat. Niektórzy ze sprawnych fizycznie podopiecznych pracowali w należącym do zakładu gospodarstwie rolnym w Czarnowąsach k. Opola. To gospodarstwo, jak zresztą i pozostałe nieruchomości stanowiły niezwykle ważne zaplecze materialne w najtrudniejszych czasach, kiedy to topniały nagromadzone rezerwy pieniężne. Po zakończeniu I wojny światowej placówka nie miała już żadnych oszczędności. Z powodu inflacji utracono trzy czwarte wypożyczonego kapitału. 17 XII 1920 r. ojcowie miasta, widząc trudną sytuację, w jakiej znalazła się placówka, postanowili corocznie w okresie świąt bożonarodzeniowych przekazywać jej po 2000 marek. Kuratorium, stojąc w obliczu możliwości wystąpienia kłopotów z zakupem żywności, „... mając na względzie dalszą [...] [płynność – przyp. DK] zakładu, zarządziło jubileuszową zbiórkę darów...”. Listę ofiarodawców otwierał kard. Adolf Bertram (1859–1945). Nie był on jednak jedynym dobrodziejem. Pomiędzy 3 I a 6 II 1921 r. do księgi ofiarodawców wpisało się dwustu dwudziestu ośmiu indywidualnych i zbiorowych donatorów, przekazując zakładowi w sumie 31 286,75 marek.89 Sprawnie więc wykorzystano obchody dla podratowania ekonomicznego instytucji. Także lata trzydzieste XX w. nie należały do najlżejszych. „[...] Żyjemy w czasach największych gospodarczych trudności. Niemal połowa wszystkich robotników nie ma zatrudnienia i żyje nędznie z zapomóg dla bezrobotnych. W ostatnich dwu latach w wyniku zarządzeń nadzwyczajnych liczba pracowników w urzędach oraz zatrudnionych w przedsiębiorstwach prywatnych zmniejszyła się do 50%. Handel i przemysł podupadły i nie ma żadnych widoków na polepszenie sytuacji [...]” – zanotował jeden z członków kuratorium zakładu. Niemniej sytuacja osobista mieszkańców szpitala wyraźnie się polepszyła. Na początku lat trzydziestych każdy mieszkaniec otrzymywał już rentę lub pensję zapomogową. Wypłacane pieniądze pozwalały na przykład na systematyczny zakup ciepłego przyodziewku i bielizny dla pensjonariuszy. Do tamtej pory siostry mogły obdarowywać swoich podopiecznych ubraniami jedynie okazyjnie. Prowadzono także dożywianie ubogich.
2. Zakład po II wojnie światowej
Pomimo nieuchronnie zbliżającej się linii frontu na przełomie 1944 i 1945 r. nikt w Opolu jeszcze nie wierzył, iż może on dotrzeć do samego miasta. Nic dziwnego, że w Zakładzie św. Aleksego nie pomyślano, w odpowiednim czasie, o ewakuacji. Nawet, gdy linia frontu zbliżyła się do przedmieść, nikogo z podopiecznych nie zmuszano do opuszczenia budynków instytucji. Pod koniec stycznie w Opolu przebywały jedynie siostry z Zakładu św. Aleksego. W zakładzie pozostała siostra Kwinta, która nie chciała zostawić bez opieki całkowicie bezradnych pensjonariuszy, i do końca kwietnia sama zajmowała się pielęgnowaniem ponad czterdziestu osób. W czasie gdy u św. Aleksego zakwaterowane było wojsko radzieckie, pracowała dla żołnierzy jako kucharka. W tym samym czasie dwie franciszkanki ukrywały się u „jezuitów”.
Pierwsze siostry do zakładu nad Odrą powróciły dopiero na początku maja 1945 r. Za nimi, 4 lipca 1945 r., przyjechała siostra Bertuina. Ona też przejęła obowiązki przełożonej. Powoli do miasta powracały i inne pracujące w nim wcześniej franciszkanki, a ponieważ stary Szpital św. Wojciecha był w tak złym
stanie,99 że nie można było w nim zamieszkać, siostry udawały się do nowego Szpitala św. Wojciecha (Neubau), stojącego przy obecnej ul. Kośnego, bądź właśnie do Zakładu św. Aleksego. Pod koniec 1945 r. przy kanale Młynówki mieszkało dziewięć sióstr.
W kwietniu 1945 r. w hospicjum było prawdopodobnie dwudziestu ośmiu starców, ale w czerwcu placówka była już przepełniona. Panowała bardzo wysoka śmiertelność – średnio co tydzień umierało po pięć osób.100 Brak było żywności, środków medycznych. Aż do października 1945 r. franciszkanki same zdobywały żywność dla swoich podopiecznych. Trzeba było się wykazać wielką determinacją, aby przez ponad pół roku utrzymywać kilkadziesięcioro ludzi. Początkowo przeszukiwano piwnice domów mieszkalnych i sklepów. Często robiono to wraz z którymś z nielicznych opolan, którzy pozostali jeszcze w mieście. Zdarzało się, że trzeba było zgromadzone zapasy odkopywać spod gruzów. Później wyruszano z wózkiem na wieś i tam proszono o dary. Sytuacja zaczęła się stabilizować dopiero w październiku, kiedy od 1 X 1945 r. budżet miasta rozpoczął wypłacać po dziesięć złotych polskich na każdego mieszkańca domu starców. Nie były to
kwoty wystarczające na pokrycie wszystkich kosztów utrzymania. Wielkim odciążeniem, tak jak i w przeszłości, były posiadane nieruchomości, i to nawet w sytuacji, gdy zniszczenia wojenne nie ominęły majątku zakładu. Poważnie zniszczona została filia w Czarnowąsach. Mieszkający tam, zdolni jeszcze do pracy na roli,
pensjonariusze musieli być przeniesieni do Opola. Wraz z procesem krzepnięcia administracji państwowej ustalił się system finansowania działalności placówki. Wydatki pokrywano częściowo z dochodów, jakie przynosiły posiadane nieruchomości. Ponadto mieszkańcy zakładu wpłacali do kasy domu 80% swoich rent i emerytur. Instytucja była także wspierana przez kilka opolskich rodzin. Pewne wpłaty uzyskiwano z funduszy państwowych. Nie bez wpływu na dalsze losy zakładu była polityka władz względem Kościoła katolickiego na tzw. ziemiach zachodnich. Polityka, która w członkach wspólnoty wywoływała wielkie poczucie niepewności. Zerwanie łączności z Domem Generalnym, kilkakrotnie ponawiane próby wysiedlenia sióstr z Domu
Prowincjonalnego w Ołdrzychowicach Kłodzkich (wówczas Kochanowo) do Niemiec, a później masowe zwolnienia z upaństwawianych szpitali, wreszcie trudne warunki pracy w instytucjach, w których udało się siostrom pozostać – odcisnęły swoje piętno na wspomnieniach z tamtych czasów. Niektóre próby ingerencji władz w zakres działalności prowadzonej przez zgromadzenie należy raczej chyba przypisać nie tyle represyjnej linii politycznej, ile raczej ignorancji i brakowi wyobraźni. Przykładem może być propozycja złożona
w 1951 r. przez delegata ministerstwa, po dokonaniu przeglądu Zakładu św. Aleksego, aby instytucję tę przekształcić na hospicjum dla nieuleczalnie chorych. Można jednak postawić dalej idącą hipotezę, biorąc pod uwagę los innych, prowadzonych przez siostry placówek, że chciano zgromadzenie wizualnie usunąć z lokalnej
społeczności, skierować do pracy, w której siostry miałyby kontakt z ograniczoną liczbą ludzi „z zewnątrz”. Po utworzeniu – w miejsce Caritasu rozwiązanego w styczniu 1950 r. – „państwowego” Zrzeszenia Katolików „Caritas” Zakład św. Aleksego przeszedł pod zarząd tego ostatniego, tracąc tym samym ścisły związek z władzami miasta i kolegiatą św. Krzyża. Kuratorium zakładu, składające się wówczas z osoby duchownej,
dyrektora miejscowego banku oraz przedstawiciela Miejskiej Opieki Społecznej, istniało już tylko nominalnie. Zmianie uległa również tradycyjna nazwa placówki na: Dom Opieki dla Dorosłych „Caritas”. Nadal jednak zatrudnienie w niej znajdowały franciszkanki szpitalne. Kronika zakładu wymienia 31 sióstr, które w okresie
od 1906 do 1979 r. pracowały w zakładzie. Jednak, jak wynika z porównania z listami w książkach meldunkowych, musiało ich być więcej. Według Kroniki przykładowo w 1957 r. w zakładzie było 8 franciszkanek, w 1972 r. – 11, a w 1975 r. – 10, podczas gdy spis sporządzony w październiku 1955 r. podawał 5 sióstr. Liczba pensjonariuszy wahała się w tym okresie od 50 do 60 osób. Chwalebne świadectwo
członkiniom zgromadzenia wystawiła jedna z podopiecznych: „[...] wszędzie porządek wzorowy, czystość i obsługa chwalebna, traktowanie bez zarzutu”.
Na pewien okres zakład stracił jednak swój dotychczasowy charakter. W latach pięćdziesiątych i w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX w. znaczna część osób kierowanych do tej instytucji, głównie przez tzw. punkt rozdzielczy, u św. Aleksego przebywała tylko przez krótki okres. Byli to repatrianci oraz osoby wyjeżdżające
na stałe do Niemiec. Także i przedział wiekowy bardzo się zmienił. Byli wśród nich również bardzo młodzi ludzie.
W latach dziewięćdziesiątych XX stulecia, w porównaniu z latami sześćdziesiątymi, liczba pensjonariuszy nieco spadła. Wiąże się to z chęcią zapewnienia podopiecznym większego komfortu. Poprzednio w pokoju było nawet i do 6 osób. W 1998 w zakładzie przebywało 45 podopiecznych. W 1971 r. wyszła ustawa, mocą której uznane przez państwo Kościoły i związki wyznaniowe mogły nieodpłatnie uzyskać nieruchomości państwowe położone na tzw. obszarze Ziem Zachodnich i Północnych, które z dniem 1 I 1971 r. były w wyłącznym i faktycznym ich władaniu. Tym samym zakład i nieruchomości należące do Fundacji św. Aleksego, z wyjątkiem kaplicy, która weszła w skład parafii św. Krzyża, mogły się znaleźć w posiadaniu Zgromadzenia Sióstr Pielęgniarek. Umowę użyczenia pomiędzy Zrzeszeniem Katolików „Caritas”, któremu de facto podlegał zakład, a zgromadzeniem podpisano jednak dopiero w 1976 r. Po 1990 r., wraz z likwidacją „państwowego Caritasu”, placówka ta ostatecznie znalazła się pod wyłącznym zarządem sióstr. Zmianie uległa także nazwa zakładu. Od 1 IX 1990 r. jest to Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Bogata przeszłość Zakładu św. Aleksego, powstałego jeszcze w średniowieczu niewątpliwie przysparzała wątpliwości co do charakteru fundacji. Nie bez powodu w 1931 r. słano listy do magistratu w Opolu z pytaniami, czy Zakład św. Aleksego, czyli tzw. Konwent dla Biednych Niewiast i Mężczyzn, jest fundacją świecką, czy też kościelną. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie duchowni, jeśli nie zarządzali zakładem, to z pewnymi przerwami wchodzili w skład kuratorium.
Równocześnie nie bez korzyści dla kondycji finansowej było silne oparcie w magistracie. O związku instytucji z okoliczną ludnością świadczą darowizny przekazywane w testamentach. Majątek, zwłaszcza nieruchomości, stanowiły tutaj element stabilizacyjny oraz podstawę funkcjonowania. Ustawy o ubezpieczeniach społecznych nie były przecież tak entuzjastycznie witane, jak się to może obecnie wydawać. Istniał znaczny opór przed opłacaniem sobie emerytury. Młody człowiek, któremu trudno było uwierzyć, że osiągnie wiek emerytalny, wolał pieniądze zachować dla siebie. Warto tutaj zwrócić uwagę na fakt, że dopiero po kilkudziesięciu
latach od wprowadzenia ubezpieczeń rentowych i emerytalnych, w latach trzydziestych ubiegłego stulecia wszyscy podopieczni u św. Aleksego otrzymywali stałe pieniądze: emerytury lub zapomogi. Nieruchomości znajdujące się w posiadaniu fundacji pochodziły bądź to z darowizn, bądź były, zgodnie z powszechnym prawem krajowym, przekazane przez pensjonariuszy, w zamian za nieodpłatną opiekę. W 1950 r. wykorzystano, być może całkowicie nieświadomie, te przepisy niemieckiego prawa spadkowego, odwołując się od decyzji pełnomocnika powiatowego ds. przejęcia dóbr tzw. martwej ręki, dotyczącej przejęcia na rzecz państwa należącej do zakładu nieruchomości. W wystosowanym do ministerstwa piśmie
stwierdzono: „[...] Fundacja Zakładu im. św. Aleksego nie jest własnością kościelną. Powstała ona z biegiem setek lat z drobnych fundacji ludzi, którzy z braku opieki ze strony pokrewieństwa szukali przytułku na stare lata w Zakładzie a w zamianę przekazywali swój majątek do fundacji na pokrycie kosztów [...]”. Dla kontrastu
warto tutaj przypomnieć oświadczenie złożone w 1931 r. przez magistrat opolski: „[...] Fundacje: Hospicjum św. Aleksego, Konwent dla Biednych Niewiast i Konwent dla Mężczyzn od dawna stały i obecnie stoją w łączności z Kościołem. Są one stąd także fundacjami kościelnymi [...]”. Była to więc fundacja kościelna, czy miejska? Abstrahując tutaj od spraw prawnych, faktycznie była zarówno Kościelna, jak i państwowa. W trudnych bowiem dla Kościoła czasach: sekularyzacja, kulturkampf, czy wreszcie okres powojenny, przechodziła pod wyłączny zarząd władz świeckich. Z bogatej przeszłości zakładu można było czerpać odpowiednie przykłady i przedkładając je, ratować instytucję przed ingerencją. Sprawy formalne zresztą wydają się drugorzędne, dopóki spełniana jest wola fundatorów i dobrodziejów, aby placówka ta służyła dobru ludzkiemu.
Za: http://www.wtl.us.edu.pl/ssht/38,1/SSHT_38,1(2005)198-215.pdf |